Służyć, to znaczy…? [WYWIAD]

0

Kto powiedział, że bycie ministrantem ogranicza się tylko do służby przy Ołtarzu?! My dobrze wiemy, że nie służymy tylko przy ołtarzu, ale służymy przede wszystkim Chrystusowi, a Jemu w innych ludziach – członkach Kościoła. Dlatego wielu z nas: ministrantów, lektorów, ceremoniarzy, prezesów oraz kapłanów, wychodzi z zakrystii, aby niemal jak św. Tarsycjusz nieść Chrystusa tym, którzy Go potrzebują.

To wychodzenie włącza się w przeżywany dziś przez Kościół Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, który przypomina nam o uczynkach miłosierdzia. My, Służba Ołtarza, powinniśmy dążyć całym swoim młodzieńczym sercem i zapałem do upodabniania się do Chrystusa, do bycia wzorem dla ludzi – obecnie jako ci, którzy spełniają miłosierne uczynki.

Jubileuszowy Rok Miłosierdzia zawiera górnolotne postulaty, które mogą wydawać się trudne, nie do wykonania. Wychodząc na przeciw tej opinii postanowiliśmy pokazać Wam, w jaki sposób jeden z nas, kilkunastoletni lektor, spełnia swoje powołanie do ministrantury, poprzez służbę chorym w szpitalnej kaplicy. Przedstawiamy wywiad, jaki udało nam się z nim przeprowadzić.

***

DANIEL D.: Ile już lat jesteś ministrantem i lektorem?

MATEUSZ WITOS: Ministrantem jestem od trzeciej klasy, teraz jestem w pierwszej klasie, czyli jakieś 6 lat.

Od trzeciej klasy podstawówki? Czyli po komunii św. nie zostałeś od razu ministrantem, chwilkę poczekałeś?

– Tak, chwilę poczekałem, a lektorem jestem jakoś od 2012 roku. Otrzymałem promocję na lektora przez ks. biskupa w seminarium duchownym w Toruniu wraz z dwoma kolegami.

Dlaczego jesteś ministrantem i w jaki sposób się przyłączyłeś do Służby Ołtarza? Czy to wyszło z przypadku, czy …?

– Na początku z przypadku, a teraz sobie nie wyobrażam, żebym w czasie Mszy siedział w ławce, a nie przy ołtarzu. Tak jakoś dziwnie się czuje, jak siedzę w ławce na Mszy, wolę być przy ołtarzu. Byłem na Światowych Dniach Młodzieży i tam też było dziwnie nie być przy ołtarzu, nie służyć.

Czujesz się pewnie wtedy nieswojo?

– No właśnie, a tak przy ołtarzu się zawsze dobrze czuję.
Natomiast wcześniej to był to taki trochę przypadek, jak zostałem ministrantem. Mama też trochę chciała i mnie namówiła.

Powiedziałeś już jak to się stało, że zacząłeś służyć przy ołtarzu, a w jaki sposób zacząłeś posługiwać na Mszach Świętych z chorymi?

Praktycznie wszystko przez mamę, bo Wiktor (kolega) służył w szpitalu, nieraz się widzieliśmy na zbiórkach i tam mi opowiadał różne rzeczy. Jeszcze mama mnie kiedyś zaprowadziła do szpitala na Mszę.
Na początku, jak wszedłem do szpitala, to miałem odrazę, bo trochę śmierdziało. Już się przyzwyczaiłem do tego zapachu. Jest to specyficzny zapach.

Nie bałeś się kontaktu z chorymi?

– Na początku trochę byłem przestraszony, ale potem już weszło mi to w krew i jest dobrze. Mam w bloku sąsiadów – są to praktycznie wszyscy starsi ludzie. Więc mam z nimi na co dzień kontakt.

Jaki czas już tam posługujesz?

– Od 2014 roku, 2 lata. Znam już teraz wszystkie przejścia w szpitalu, jestem uprawniony, mogę wszędzie wchodzić.

Poznałeś się już z personelem szpitala?

– Tak, tak. Znamy się. Bardzo fajne pielęgniarki. Lekarzy też znam. Bardzo miła atmosfera.

Czy lekarze i pielęgniarki też przychodzą na Msze?

– Tak, w większości to pielęgniarki przychodzą na Msze, lekarze rzadko, ale nieraz przyjdą, a chorzy tak z dwóch, trzech. To jest bardziej dla personelu niż dla chorych. Do chorych chodzimy po oddziałach z Panem Jezusem, ksiądz udziela namaszczenia chorych, słucha spowiedzi.

W jaki sposób pomagasz księdzu, kiedy chodzisz na taki „obchód”?

– Na obchodzie wchodzę do sal i się pytam, czy chcą przyjąć Komunię Świętą, może namaszczenie chorych. Niektórzy zbytnio nie mogą mówić, to muszę zgadywać.

Pewnie to wymaga trochę odwagi, aby przychodzić do starszych, chorych osób?

Tak, ale niektórzy czasami pożartują, więc nie ma takiego nieraz respektu większego.

Powiedziałeś już, że od dwóch lat przychodzisz do kaplicy. Czy przez ten czas poznałeś już jakiegoś chorego trochę bliżej, czy się z kimś zapoznałeś? Czy może tak często chorzy się zmieniają, że nie zdążył byś?

– No właśnie, chorzy się bardzo często zmieniają, szczególnie jak jest normalny obchód, jak jest okres zwykły. Chodzę wtedy raz w tygodniu, w niedziele, więc chorzy się tak właśnie często zmieniają. Leżą tydzień, maksymalnie miesiąc.

Czyli nie widzisz tych samych twarzy…

– Z reguły właśnie nie widzę. Natomiast w czasie Wielkiego Postu i Adwentu już wiem, do których sal wchodzić, a do których nie, bo już znam to na pamięć 🙂

W czasie Wielkiego Postu i Adwentu Msza św. jest codziennie?

– Tak, codziennie o 6:30. Trzeba się też przestawić, bo potem od razu do szkoły muszę iść.

No właśnie, jak Ty to robisz, przecież oprócz szpitala masz jeszcze inne swoje obowiązki, np. szkołę w czasie roku szkolnego. Skąd bierzesz siłę i motywację do tego, żeby wstawać wcześniej, czy może musisz wcześniej iść spać, żeby się wyspać?

– Nie chodzę wcześniej spać, bo i tak nie zasnę wcześniej 🙂 I też nigdy się nie wysypiam, nawet jak wstaję o 9:00 czy 10:00 🙂 , więc jest to mi bez różnicy czy wstanę o dziewiątej, dziesiątej niewyspany, czy o szóstej niewyspany.
Siłę biorę po prostu… Mam taką motywację, Bóg mnie wspiera w tym. Też ks. Jacek bardzo często przychodzi i razem rozmawiamy, jest fajna i miła atmosfera. Też pielęgniarki są miłe! Nieraz na herbatkę zaproszą, śniadanie czasami dadzą. W sobotę, jak mamy więcej czasu, to nieraz pójdziemy sobie na śniadanie. Szczególnie, gdy chodzimy do laboratorium. Jest tam taka szefowa, pani Ania, bardzo miła i jest tam zawsze przygotowane śniadanie. Już na nas czeka. Ma z nami dużo wspólnego, bo jest we wspólnocie Ojca Pio. Zawsze nas ugości!

Czy zauważyłeś, że chorzy cieszą się z Waszych odwiedzin?

– Tak, właśnie nieraz chorzy jak ktoś przyjdzie, to się cieszą. Chcą porozmawiać, czasami dłużej, to nam też trochę zejdzie, obchód się przedłuży. Kiedyś mi się o godzinę przedłużył, bo pewna pani chciała ze mną porozmawiać. Mówiła mi o wojnie, o swoich dzieciach… przez całą godzinę 🙂

Ile zwykle trwa taki obchód?

– Obchód trwa około 20 minut.

Czy ktoś Ci się kiedyś odwzajemnił w jakiś sposób? Na pewno Wam dziękują…

– Tak, dziękują. Dostałem kiedyś czekoladę 🙂 Też się uśmiechają i to jest bardzo miłe, motywuje nas, żeby do nich chodzić.

Kaplica została niedawno odnowiona, jest tam teraz piękny obraz św. Jana Pawła II. Czy w jakiś sposób pomagałeś w pracach?

– Kaplica została poświęcona we wrześniu. Tak, pomagałem. Wszystko było przenoszone, jestem w tą kaplicę zaangażowany. Chodziłem później po szkole, żeby poprzenosić wszystko, poukładać. Przenosiny były w czasie Wielkiego Postu, a kaplica była święcona we wrześniu, to miałem trochę czasu, żeby to wszystko poukładać, itd.

Widziałem, że na Facebooku istnieje strona kaplicy szpitalnej. Ty ją stworzyłeś?

– Tak, istnieje. Stworzył ją Wiktor (kolega, który również tam służył), a ja jestem redaktorem. Nic na razie na niej nie wstawiamy, a szkoda, bo naprawdę warto przychodzić, ale ten wywiad na pewno się tam znajdzie, jeśli pozwolisz. Będę tam również wstawiał posty, informacje o tym, kiedy np. będą roraty, Msze.

Kto jest kapelanem szpitala?

– Księdzem kapelanem jest ks. Proboszcz. Zawsze jest na Dniu Chorego. Był też na nabożeństwie z księdzem Biskupem Józefem Szamockim, w czasie wizytacji. Była wtedy chwila modlitwy, po czym ks. Biskup chodził po oddziałach i rozmawiał w chorymi. Ma dobry kontakt z chorymi – rozmawiał, śmiał się, był życzliwy.

Czy ludzie spoza szpitala mogą też na te Msze przychodzić?

– Tak, właśnie ludzie spoza szpitala też przychodzą. Na przykład byli pracownicy szpitala – pewien starszy lekarz z żoną, bardzo miły pan. Widać wtedy taką wspólnotę. W większości są to te same osoby, więc tak się jednoczymy. Ks. Jacek też stwarza fajną atmosferę, po Mszy i po obchodzie zawsze się razem modlimy tak na zakończenie, jak już nikogo nie ma.

Częściej służysz w kościele, czy w kaplicy?

– Obecnie częściej w kościele, wcześniej częściej służyłem w kaplicy. Teraz mamy dyżury w kościele dwa razy w tygodniu.

Czy przez to, że częściej służyłeś w kaplicy szpitalnej, zauważyłeś może żebyś miał gorsze kontakty z innymi ministrantami, którzy służyli w kościele?

– Nie miałem gorszych kontaktów, miałem takie same kontakty. Po prostu miej się widzieliśmy w zakrystii, czy na Mszy, ale były cały czas zbiórki i normalnie rozmawialiśmy. Z niektórymi widywałem się w szkole, więc nie było takich jakichś innych kontaktów. Nic się praktycznie nie zmieniło.

W jaki sposób zachęciłbyś innych ministrantów do tego, żeby jak Ty odwiedzali chorych w szpitalu?

– To jest bardzo ciężkie pytanie 🙂 , bo bardzo ciężko kogoś zachęcić do tego rannego wstawania, do tej wytrwałości, jeszcze żeby ktoś miał blisko, jak ja. Ale jak zachęcić…? Atmosfera jest bardzo fajna i kontakt z chorymi, z ludźmi starszymi, którzy mają taką mądrość życiową i się nią chętnie dzielą.

Co powiedziałbyś ministrantowi, który chciałby pomagać tak, jak Ty, ale boi się kontaktu z chorymi?

– Chorzy nie gryzą oczywiście 🙂 Jest im nieraz nawet ciężko wstać z łóżka, bać się nie ma czego 🙂 Do wszystkiego można się przyzwyczaić, np. do zapachu 🙂 , do rannego wstawania. W kościele też są chorzy. Zwłaszcza, gdy jest dzień chorego. Wtedy bez przerwy ktoś podchodzi do księdza po namaszczenie. Nie ma czego się bać.

witos

Mateusz Witos

Bardzo dziękuję za poświęcony czas! Życzę Ci dużo wytrwałości oraz radości z pełnionych zadań!

– Ja również bardzo dziękuję!

***

Niech od dziś słowa Chrystusa, które usłyszymy przy sądzie, nie budzą w nas niepokoju, ale motywują do działania.

„Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.”
(Mt 25, 35 – 36)

Share.

Komentarze wyłączone. Zapraszamy na Forum!