„Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” (Mt 26,26)

0

Służę przy Ołtarzu już ponad dziesięć lat. Myślę, że podobnie, jak większość z Was, prezesi, ceremoniarze i lektorzy. Tyle już lat stoimy przy naszym Zbawicielu – Jezusie Chrystusie. Stoimy przy Nim na przykład podczas Komunii św., z pateną. Na pewno każdy z nas myślał, stojąc przy Hostii, ile w nim jest Chrystusa, a ile zwykłego i kruchego chleba, albo po prostu: czy w tej hostii na prawdę jest obecny Chrystus.

Zawsze myślałem, że nie miałem z tym problemu, aby uwierzyć, że w tej białej kruszynie chleba jest sam Jezus. Jednak pewnego dnia nadeszły poważne wątpliwości. Nagle, tuż przed samą konsekracją, kapłan podniósł Ciało Chrystusa, a ja patrzyłem się na nie, jak największy sceptyk, jak agnostyk. Widziałem samą hostię, marny kawałek hostii. Przestraszyłem się, bo tak nagle straciłem wiarę! Nie wiedziałem, czy powinienem przystąpić do Komunii Świętej. Zdecydowałem się spożyć ten opłatek. Mając go na języku cały czas walczyłem z myślami. Rozum nie dawał za wygraną, nie dopuszczał myśli, że w tym kawałku chleba, który przed chwilą przyjąłem do ust może być Chrystus.

Po Mszy Św. wróciłem do pokoju. Byłem bardzo smutny, trochę załamany i na pewno zakłopotany. „Co się dzieje?!” – myślałem. Nie mogłem zasnąć, nie pozwalały mi myśli. Jak to możliwe, że przecież przez całe moje życie nie miałem wątpliwości, żadnych trudności z przyjęciem na wiarę tej prawdy, że Chrystus jest obecny w chlebie, a dziś nagle nawet najmniejszy akt wiary stał się dla mnie niemożliwy do dokonania.

Rano uczestniczyłem znowu na Mszy Św. I znów, jak poprzedniego dnia nie potrafiłem uwierzyć. Kapłan podniósł Ciało Chrystusa, rozniósł się po kaplicy dźwięk gongu, a ja nic. „Gdzie jesteś, Panie Jezu?” – modliłem się – „Dlaczego Cię nie poznaję?!” Przystąpiłem do Komunii Świętej. Wróciłem do ławki, uklęknąłem i dalej się modliłem. Waliłem prosto z mostu – „Jezu, nie wierzę, że to Ty. Przyjąłem przecież samą hostię. Nie ma Cię w niej.To niemożliwe!” Nagle oczy zalały mi się łzami, bo poznałem Jezusa w tej hostii, którą jeszcze miałem w ustach. Poznałem Go! W końcu! Wrócił! To On!

Zrozumiałem zaraz, że Jezus zakrył się przede mną dla mojego dobra. Bowiem od tego czasu z jeszcze większym szacunkiem podchodzę do Najświętszego Sakramentu. Adoracja sprawia mi olbrzymią przyjemność, bo sprawia, że zapanowuje we mnie pokój. Ukochałem Jezusa w Eucharystii!

Ja_Jestem

Piszę to w kontekście pewnego filmu, który dziś miałem szczęście obejrzeć. Nosi tytuł „Ja Jestem”. Jest to dokument, w którym autor (Lech Dokowicz) ukazuje na początku, we wstępie, genezę tego, jak to się w ogóle stało, że Jezus jest obecny w hostii. Następnie film przedstawia nam kolejne cuda Eucharystyczne – cuda, przy pomocy których Jezus potwierdza nam, że naprawdę jest w tej hostii, który przyjmujemy, który adorujemy.

„To film, przez który sam Pan Jezus mówi do serca człowieka” – można przeczytać na stronie filmu. To prawda. W niektórych momentach tak mocno zatęskniłem za Jezusem skrytym w hostii, że po skończeniu filmu pojechałem do kościoła na adorację.

„Tysiące osób widziało już ten film i mówiło, że czuli jakby Bóg do nich mówił, że od teraz żadna Msza Święta, żadna adoracja, nigdy już nie będzie taka sama.” Jest to film, który powinniśmy obejrzeć wszyscy. Po to, aby zobaczyć moc Jezusa Eucharystycznego. Miłość Jezusa, któremu służymy podczas Mszy św. Zobaczyć, a potem doświadczyć na nowo i na nowo, i na nowo.

Zobacz stronę filmu!

Share.

Komentarze wyłączone. Zapraszamy na Forum!